Dla faceta, który dowozi wszystkim, tylko nie sobie

Motywacja jest ch*jowa. I właśnie dlatego każdy Twój plan pada piątego dnia.

Za chwilę poznasz, jak w 21 dni ruszyć z miejsca sprawę, którą odkładasz od lat. Bez motywacji, bez nakręcania się filmikami motywacyjnymi o północy i bez czekania na kolejny poniedziałek. Wszystko to dzięki protokołowi, który działa dokładnie wtedy, kiedy nie masz siły na nic.

Słuchaj.

To, co za chwilę przeczytasz, to jest schemat, z którym walczyłem przez lata. Jeżeli poczujesz „też tak mam”, to wiedz, że można to zmienić, i postaram się Ci to udowodnić. Bez sprzedawania marzeń i bez krzyczenia, że dasz radę wszystkiemu.

Wiem, że nie brakuje Ci wiedzy. Wiesz, co masz zrobić. Pewnie wiesz to od lat i rozpisałbyś mi to na serwetce lepiej niż połowa coachów z Instagrama.

I właśnie to boli najbardziej, prawda? Skoro wiesz, to czemu tego nie robisz? To pytanie zadawałem sobie setki, jeśli nie tysiące razy, i ta świadomość doprowadzała mnie do szału.

Jest mi to tak znajome, bo przerabiałem to więcej razy, niż chciałbym się przyznać.

Zaczyna się zawsze tak samo. Coś Cię ruszy: wkurw na siebie, film, który dał kopa, nowy miesiąc, kolejny poniedziałek. „Weekend reset, a od poniedziałku działam, cisnę, siłownia, edukacja” - wszystko na 100%. Siadasz i rozpisujesz plan. Pierwszy dzień na sto procent. Drugi też. Trzeciego jeszcze czujesz, że tym razem się uda.

A piątego dnia budzisz się i nic. Ten sam plan, ta sama kartka, ta sama godzina, ale ochota do działania gdzieś wyparowała, a do głowy cicho wkrada się ten głos, który zaczyna szeptać i pertraktować. „Tyle już zrobiłeś na 100%, to dziś możesz odpuścić, jutro nadrobisz”. „Dziś wróciłeś później, to lepiej już zostań w domu” (możemy tu wymieniać tysiące takich argumentów). W tej chwili brzmią logicznie i to jest największa pułapka. Bo zazwyczaj słuchasz tego głosu, wierząc, że ma rację, i za kilka dni łapiesz się na tym, że cały plan znowu poszedł do kosza!

I wtedy robisz to, co wszyscy robimy. Czekasz, aż ochota sama wróci, aż znowu się zachce i aż przyjdzie lepszy moment. I tu pojawiają się te wszystkie „od poniedziałku”, „od nowego miesiąca”, te wszystkie mityczne punkty kolejnego startu.

Powiem Ci coś, czego pewnie nie chcesz usłyszeć. Mówię to, bo chcę dla Ciebie dobrze: dopóki plan zależy od tego, czy Ci się zachce, ten schemat będzie Cię cofał na start w kółko. To jak wchodzenie na pierwsze piętro i zjeżdżanie windą na parter, kiedy celem jest dach. Coś się dzieje, poczucie winy na chwilę cichnie, bo przecież jest ruch. Tylko że to ruch w miejscu, a nie działanie, które zaprowadzi Cię wyżej.

Ten schemat trzyma Cię w miejscu nie dlatego, że coś jest z Tobą nie tak. Do tego jeszcze dojdziemy. Najpierw chcę, żebyś zobaczył to, co ja widzę, kiedy patrzę na faceta w Twojej sytuacji, z perspektywy gościa, który też był w tym miejscu kilka lat temu.

Dotrzymujesz słowa wszystkim. Oprócz siebie.

Popatrz na swój zwykły tydzień.

W pracy dowozisz. Raport jest na czas, klient zadowolony, szef nie ma się do czego przyczepić. W domu też ogarniasz: rachunki opłacone, rata poszła, dzieciaki odebrane. Z zewnątrz wszystko gra i gdyby ktoś zapytał „jak u Ciebie?”, powiedziałbyś, że jest dobrze.

Tylko że tamtych spraw ktoś pilnuje, czy to szef, klient, bank, czy rodzina. I dajesz radę, bo nie chcesz zawieść kogoś innego.

Twoich spraw nie pilnuje nikt - poza Tobą. Gdy coś nie wyjdzie, musisz tłumaczyć się „tylko” sobie.

Znam te wieczory. Dzieci w końcu śpią, w domu cisza, pierwszy raz od rana masz chwilę dla siebie. Mówisz sobie, że dziś w końcu usiądziesz do swojego. I bierzesz telefon „na pięć minut”. Scroll, YouTube, skrót meczu. Nagle podnosisz głowę i jest północ. Potem leżysz po ciemku i myślisz „znowu nic”. I rano, kiedy wstajesz, obiecujesz sobie: „od dzisiaj naprawdę zacznę”.

Znam to doskonale: karnet opłacony od stycznia, a na siłowni byłeś tylko cztery razy. I te wymówki: „zacznę od przyszłego tygodnia” lub „dzisiaj był słaby dzień, jutro do tego usiądę”. I tak dalej…

Ale znam również najgorszą z tych chwil: kiedy stoisz z dzieciakiem przed meczem albo przed sprawdzianem i mówisz mu „nie poddawaj się, dasz radę” - a sam odpuszczasz co tydzień. I czujesz gdzieś z tyłu głowy, że on to widzi i po cichu uczy się tego od Ciebie.

A jeśli ostatnio wszystko Ci się posypało (związek, strata na jakiejś inwestycji, firma, która padła, albo zwolnienie z pracy), to wiem, jak brzmi „ogarnę się, ale teraz nie mam siły”. Masz prawo jej nie mieć i pozwolić sobie na chwilę bez sił, dla siebie, tu i teraz.

Problem zaczyna się, gdy mija miesiąc, potem trzeci, i nadal jesteś w trybie, w którym kanapa jest centrum dowodzenia, w ręku masz telefon ze śmieciowymi treściami, jesz z dowozu, a dni zlewają się w jeden. Czasem przychodzi zryw na „nowe życie od jutra”, najczęściej o drugiej w nocy: siłownia, dieta, nowe CV, wszystko naraz. I trzy dni później znowu kanapa. Tylko z jeszcze większym ciężarem na plecach.

I wiesz, co w tym jest najgorsze? Nie to, że czegoś nie umiesz. Tylko to, że wiesz, jak mogłoby być, gdybyś ruszył - ale nie możesz się do tego zabrać. I to, że nikomu o tym nie powiesz, bo przecież dajesz radę.

Nie piszę tego, żeby Ci dowalić. Piszę, bo sporo z tego znam z własnego życia, a resztę od facetów, z którymi pracuję czy pracowałem. I wiem jedno: to nie lenistwo. Facet, który ciągnie na plecach pracę, dom i wszystkich dookoła, nie jest leniwy. Po prostu nie ma siły albo sposobu, żeby postawić na samego siebie.

Wiem, że jest Ci ciężko. Ale z czasem będzie tylko gorzej.

Pewnie myślisz teraz: „ruszę, jak się trochę uspokoi”. Problem w tym, że spokojniej nie będzie nigdy, bo jak to w życiu, zawsze coś. Najpierw jest koniec projektu w pracy, potem urlop, potem święta, a potem „od stycznia”. Zawsze znajdzie się powód, żeby jeszcze poczekać, i każdy brzmi rozsądnie. I tak mija kolejny rok.

Ale to czekanie nie jest za darmo. Z każdym tygodniem coś tracisz.

Tracisz zaufanie do siebie. Za każdym razem, kiedy obiecujesz sobie, że zaczniesz od kolejnego poniedziałku, i nie dowozisz, wierzysz sobie trochę mniej. Najtrudniej dotrzymać słowa komuś, przed kim nie da się niczego udawać - sobie. A po kilku takich razach w ogóle przestajesz zaczynać, bo z góry wiesz, jak to się skończy.

Tracisz wiarygodność. Najbliżsi przestają pytać o Twoje plany, bo słyszeli je już kilka razy. Nie powiedzą Ci tego wprost, ale przy kolejnym „tym razem na serio” tylko kiwną głową.

Tracisz czas. Za rok możesz siedzieć wieczorem na tej samej kanapie i rozpisywać czwarty plan na ten sam temat, tylko że będziesz o rok starszy.

A jeśli przechodzisz teraz przez coś ciężkiego, każdy tydzień bez ruchu sprawia, że ten stan staje się Twoją codziennością. Im dłużej stoisz w miejscu, tym trudniej potem ruszyć.

Wolę, żebyś usłyszał to ode mnie dzisiaj, niż za rok zobaczył to sam.

Więcej motywacji tego nie zmieni. Gdyby mogła, już dawno byś ruszył. Gdyby motywacja działała, osiągnąłbyś te wszystkie cele z ostatnich lat.

Jeśli wiesz już, że chcesz spróbować, nie czekaj na poniedziałek. Pierwszy ruch możesz zrobić jeszcze dziś:

Dostęp od razu po płatności • 60 dni gwarancji zwrotu bez tłumaczenia się

Dlaczego każdy Twój plan pada akurat piątego dnia

Może próbowałeś już motywacji od Gogginsa, aplikacji do nawyków albo kolejnych mów motywacyjnych i nie wyszło. Może do dziś masz na drugim ekranie telefonu aplikację, w której seria stanęła na czterech dniach. Uwierz mi, ja też próbowałem i też mi nie wychodziło.

Problem nie tkwi w Tobie, tylko w mechanizmie, na którym to wszystko działa.

Na samej górze napisałem Ci, że motywacja jest ch*jowa. Teraz powiem Ci dlaczego. Motywacja przychodzi razem z nowością: nowym planem, nowym miesiącem, nowym filmem. I razem z tą nowością odchodzi. To nie jest coś, co jedni mają, a inni nie. To stan, a stany mijają u każdego.

A każdy Twój plan był oparty właśnie na tym stanie, dlatego zawsze padał w tych samych miejscach:

Odręczny rysunek pętli pięciu kroków na kartce: Zapłon, Zryw, Spadek, Pusty dzień, Poczucie winy
  1. Zapłon. Coś Cię ruszy i masz motywację na maksa.
  2. Zryw. Rozpisujesz za duży plan, wszystko naraz, bo „teraz albo nigdy”.
  3. Spadek. Nowość mija i koło piątego dnia przychodzi ściana.
  4. Pusty dzień. Plan zakładał, że będzie Ci się chciało, więc w dzień bez ochoty nie robisz nic.
  5. „Zawaliłem”. Jeden opuszczony dzień i cała seria idzie do kosza. Czekasz na kolejny poniedziałek.

I wszystko zaczyna się od nowa.

Dlatego nic z tego, co próbowałeś, nie mogło zadziałać na dłużej. Filmy i mowy motywacyjne dają Ci tylko zapłon. Aplikacje liczą serię, ale nie mówią, co zrobić w dzień, w którym nie chce Ci się ich nawet otworzyć. A 75 Hard po jednym błędzie każe zaczynać od zera. Goggins z kolei nie zostawia miejsca na słabszy dzień. Jedno i drugie wyrzuca Cię dokładnie w punkcie piątym.

To nie jest kwestia Twojego charakteru. Plan, który działa tylko wtedy, kiedy Ci się chce, zawsze padnie w dniu, w którym przestanie Ci się chcieć. To ma swoje biologiczne podstawy, o których mało kto mówi, bo łatwiej sprzedawać motywację: szybko mija, więc ludzie wracają po więcej. Tak, niestety, wygląda spora część branży rozwojowej.

Nie potrzebujesz więcej motywacji. Potrzebujesz planu, który zadziała bez niej, także w dzień, w którym nie masz siły na nic. I wiem, że to możliwe, bo sam musiałem się tego nauczyć.

Opowiem Ci, skąd to wiem

Mateusz na treningu MMA

Jako młody chłopak byłem lubiany i kontaktowy. Z zewnątrz wszystko grało, ale w środku miałem poczucie własnej wartości bliskie zeru. Bałem się odrzucenia i cały czas próbowałem coś komuś udowodnić.

Oglądałem zawodników MMA, którzy przed walką stali naprzeciw siebie i mierzyli się wzrokiem, pewni siebie - budziło to we mnie lęk i niepokój. Nie byłem nawet w stanie pomyśleć o tym, że ja miałbym utrzymać taki kontakt wzrokowy - serio.

Na pierwszy trening nie poszedłem dlatego, że w końcu poczułem się gotowy. Wcale się tak nie czułem. Jak pierwszy raz o tym pomyślałem, to dosłownie wyśmiałem sam siebie. Myśl dojrzewała z pół roku. W końcu zebrałem się, pojechałem i wszedłem na salę, jakoś przetrwałem do końca i wyszedłem. A potem wróciłem.

Po tamtym treningu miałem ogromnego haja i zakochałem się w sportach walki. Nie dlatego, że nauczyłem się bić innych, tylko dlatego, że przełamałem wszystkie swoje dotychczasowe granice, a każdy kolejny trening był dla mnie mentalnym wejściem do wyższej ligi. To był dla mnie istny kosmos.

Ten gość, który całe życie widział w lustrze miękką faję, teraz chodzi na MMA, nie boi się walczyć i oddawać ciosów, trenuje cztery razy w tygodniu, trzyma się planu i diety, dba o sen, niezależnie od tego, czy mu się chce, czy nie.

Dziś wiem jedno: pewność siebie nie przyszła przed tym treningiem. Przyszła, bo na niego poszedłem.

Trenowałem w sumie dziewięć lat. Wbrew pozorom MMA nie zrobiło ze mnie agresywnego gościa, tylko spokojniejszego. Nauczyło mnie, że można przegrać i wrócić, i że skoro przetrwałem najcięższe treningi, to przetrwam dużo więcej, niż mi się wydaje.

Porażki na treningach nie bolały mnie tak bardzo jak to, co stało się później. Po latach w końcu poczułem się gotowy na zawody i właśnie wtedy kontuzja wykluczyła mnie ze startu. To nauczyło mnie, że nie każdą przeszkodę pokonasz większym wysiłkiem. Czasem trzeba przyjąć zmianę, poprawić plan i wrócić później.

Z czasem zacząłem organizować zawody. Mało kto wierzył, że to się uda: ani trenerzy, ani zawodnicy, ani menedżerowie klubów. A jednak się udało: kilka tysięcy widzów jednego dnia, ponad 200 zawodników i trzy pola walk. Pamiętam moment w trakcie jednej z gal, kiedy pomyślałem: k*rwa, to naprawdę się dzieje. To naprawdę działa.

Potem straciłem to wszystko. I nie powiem Ci, że to wina innych. Za bardzo ufałem ludziom i nie zabezpieczyłem się umowami. Skończyło się konfliktem i sprawami prawnymi, a ja musiałem zaczynać od zera. Na jakiś czas zamknąłem się w sobie i byłem bardzo podejrzliwy wobec ludzi.

Pomagałem też zawodnikom na różnych etapach ich karier. Niektórzy zaczynali swoją ścieżkę zawodową, a inni mieli już kontrakt z KSW. Gdybyś któregoś z nich zapytał o motywację w trakcie przygotowań do walki, istnieje duże prawdopodobieństwo, że rzuciłby w Ciebie czymkolwiek, co miałby pod ręką.

Bo kiedy śpisz co do godziny, ciężko trenujesz dwa razy dziennie pięć dni w tygodniu, masz deficyt kaloryczny i od tygodni zero seksu, nie ma tam miejsca na motywację. Jest walka z demotywacją, w dyskomforcie ciała i umysłu, i jest wieczna walka z tym, żeby nie odpuścić. Pewnie się zastanawiasz, jak oni to robią. Jak dają radę? Jak wytrzymują? Opierają to wszystko na pewnym systemie i protokołach działania, bez względu na emocje.

Przyszedł moment, w którym skończyłem ze sportem. Porzuciłem to, co kochałem, bo odkryłem coś, do czego od zawsze czułem powołanie: pomaganie innym. Zacząłem się uczyć psychologii i terapii.

Studiując psychologię i kończąc szkołę terapii i coachingu, trafiłem do korporacji. Zarabiałem bardzo dobrze, miałem benefity i poczucie bezpieczeństwa, więc mogłem sobie pozwolić na wiele rzeczy. Ale to mi jakoś nie smakowało, bo wiedziałem, że to nie jest moje. Próbowałem to sobie rekompensować jakimiś bzdurami, które czasem kupowałem. Nie pomagały. Zacząłem więc odkładać i na koncie rosła coraz fajniejsza suma, a radości nadal było zero. Wniosek jest taki, że możesz mieć życie, które wygląda dobrze, i nadal wiedzieć, że nie jest Twoje.

W końcu powiedziałem sobie: odchodzę. Rzuciłem bezpieczną pracę, żeby robić to, co uważam za swoje, czyli pracować z ludźmi. Skończyły się pieniądze z odprawy, a potem oszczędności. Walczyłem o pierwszych klientów i zarabiałem bardzo mało. Bałem się, że nie starczy mi na rachunki ani na jedzenie i że cała ta decyzja była błędem. Mój tygodniowy budżet na życie skurczył się drastycznie. Miałem nieprzespane noce, ale każdego ranka wstawałem i robiłem swoje. Dokładnie jak przed pierwszym treningiem: strach nie zniknął, zanim zacząłem działać. Działałem mimo niego.

Mam syna. I wiem, że odwagi nie nauczy się z tego, co mu mówię, tylko z tego, co robię. Jeśli ja się boję i stoję w miejscu, on współodczuwa i bierze ze mnie przykład. Jeśli ruszam mimo strachu, on zrobi dokładnie tak samo.

I żeby było jasne, bo nie chcę niczego przed Tobą udawać: nie jestem maszyną. Do dziś zdarzają mi się tygodnie, kiedy zupełnie odpuszczam dietę. Nieraz przepaliłem się przez ambicję i wciąż uczę się odpoczywać. Zdarza mi się zawalić, jak każdemu. Różnica polega na tym, czy po wywrotce szybko wracasz na odpowiedni tor, czy lądujesz na miesiąc w kanapowym centrum dowodzenia.

Nie uczę konsekwencji dlatego, że nigdy nie wypadam z rytmu. Uczę jej, bo wiem, jak wracać. Wracałem po kontuzji, po stracie firmy, po odejściu z bezpiecznej pracy i po finansowym dołku. I za każdym razem sprawdzało się to samo: nie musiałem czekać, aż poczuję się gotowy. Musiałem ruszyć, choć wcale się tak nie czułem.

RESET21 to dokładnie to, czego sam się nauczyłem przez lata - tylko w formie krótkich nagrań przez 21 dni. Najpierw robisz ruch, a pewność przychodzi po nim. I tworzysz plan na dni, w których tego ruchu nie chcesz zrobić - dzięki temu nawet w najgorsze dni udowadniasz sobie, że dasz radę.

Jak RESET21 działa w dni, w których Ci się nie chce

Każdy krok pętli, o której Ci pisałem, ma w RESET21 swoją odpowiedź:

  • Zamiast zapłonu: jedna sprawa. Pierwszego dnia wybierasz jedną sprawę, którą odkładasz od lat: formę, firmę albo ważną decyzję. Przez 21 dni wszystko kręci się wokół niej.
  • Zamiast zrywu: jeden mikroruch dziennie. Codziennie dostajesz ode mnie krótkie nagranie i robisz jeden ruch w swojej sprawie, tak mały, że trudno się wykręcić. Pierwszy zajmie Ci 60 sekund.
  • Zamiast ściany piątego dnia: kontrakt. Wiem, że ściana przyjdzie - zawsze przychodzi, więc wpisałem ją w plan. Piątego dnia, dokładnie wtedy, kiedy zwykle odpadasz, podpisujesz kontrakt na resztę drogi.
  • Zamiast pustego dnia: trzy wersje ruchu. Każdy ruch ma wersję normalną, ograniczoną i minimum na kilka minut. A na dni, kiedy wszystko się sypie, przygotujesz Kartę SOS z gotowym planem.
  • Zamiast „zawaliłem”: zasada powrotu. Opuszczony dzień nie kasuje serii, dopiero dwa z rzędu. Potknięcie jest wpisane w plan, więc niczego Ci nie przekreśla. Tak jak mówi stare tajskie przysłowie: jeden krok w tył to unik, dwa to ucieczka 🙂

Na co dzień wygląda to tak: odpalasz nagranie na 5-12 minut, robisz swój ruch i zaznaczasz na karcie dwie kratki: „zrobione” i „chciało mi się: tak / nie”. Resztę wieczoru masz dla siebie.

Po 72 godzinach patrzysz na kartę i widzisz 3 z 3. Po 21 dniach masz domknięty kawałek swojej sprawy, plan na kolejne 90 dni i jedną liczbę: ile dni zrobiłeś, kiedy Ci się nie chciało. To będzie dowód, że da się bez motywacji. I to nie będzie mój dowód, tylko Twój.

Odręcznie wypełniona Karta główna 21 dni z kratkami zrobione i chciało mi się

W MMA garda nie sprawia, że nie dostaniesz ciosu. Pomaga Ci utrzymać pozycję, kiedy ten cios przychodzi. Stąd nazwa Mentalna Garda. RESET21 działa tak samo: gorszy dzień i tak przyjdzie, ale nie cofnie Cię do zera.

Co Ci pokażę w środku

Wszystkiego tu nie zdradzę, ale żebyś wiedział, na co się piszesz, pokażę Ci między innymi:

  • technikę, w której wolno Ci skończyć po 3 minutach, i czemu właśnie dzięki temu w ogóle zaczynasz (dzień 3),
  • dlaczego piąty dzień, w którym zwykle odpadasz, to najlepszy moment na podpisanie kontraktu (dzień 5),
  • czemu skreślenie części spraw przyspiesza tę jedną, na której Ci zależy (dzień 7),
  • czemu „od jutra na serio” to najgorsze, co możesz sobie powiedzieć po opuszczonym dniu, i co robić zamiast tego (dzień 14),
  • 5 sekund między decyzją a ruchem, w których zaczynasz ze sobą negocjować, i jak je uciąć (dzień 15),
  • jak wyciąć ze swojej sprawy kawałek, który domkniesz w 3 dni (dni 18-20).

Powiem Ci szczerze, dla kogo to jest

To jest dla Ciebie, jeśli:

  • dowozisz w pracy i w domu, a Twoje własne sprawy czekają od lat,
  • zaczynałeś „od poniedziałku” tyle razy, że przestałeś liczyć,
  • przeszedłeś ostatnio przez coś ciężkiego i chcesz się podnieść, nie czekając nie wiadomo ile na gotowość.

I uczciwie: to nie jest dla Ciebie, jeśli:

  • szukasz kopa, krzyku i przemowy, po której przez dwa dni chce Ci się wszystkiego (tego jest pełno na YouTube),
  • liczysz, że w 21 dni zmienisz całe życie (nie obiecam Ci tego, bo to byłoby kłamstwo),
  • ciężka sytuacja odbiera Ci sen, apetyt albo sens. Wtedy proszę Cię, zacznij od rozmowy ze specjalistą, bo RESET21 jej nie zastąpi.

A jeśli jesteś teraz w miejscu, w którym po prostu nie masz siły, to posłuchaj. Masz prawo jej nie mieć. To, że na chwilę się zatrzymasz, nie kasuje drogi, którą przeszedłeś. Możesz chwilę postać, a ja postoję obok. Ale potem zobacz, gdzie jesteś, zrób jeden mały ruch i wróć. Za ten ruch nadal odpowiadasz Ty.

Nie musisz wierzyć mi na słowo

Skąd to wiem, już Ci opowiedziałem. Dorzucę tylko, że z ludźmi pracuję zawodowo od lat:

  • jestem certyfikowanym coachem i trenerem, mam za sobą ponad 800 godzin pracy z ludźmi,
  • pracowałem z zawodnikami MMA nad ich przygotowaniem mentalnym,
  • poprowadziłem ponad 60 warsztatów i wystąpiłem na konferencji dla ponad 120 osób,
  • kończę piąty rok psychoprofilaktyki.

Ale ważniejsze od tej listy jest to, co mówią faceci, którzy przez to przeszli:

„Siedem tygodni treningów bez jednej przerwy. Ostatnio tak było jakieś dwa lata temu. I najlepsze, że nie muszę się już do tego zmuszać.”
Paweł, 34 lata
„Ruszyłem w końcu z projektem, który odkładałem od pół roku. A marzyłem o nim od kilku lat.”
Kamil, 29 lat
„W końcu skończyłem kurs i postawiłem swoją stronę. Normalnie w tym miejscu zacząłbym coś nowego i tego też bym nie skończył.”
Adrian, 41 lat

I zobacz sam, jak wygląda pierwszy dzień:

Dorzucam Ci jeszcze dwie rzeczy

Bonus 1

Bilet do Strefy

Rozmowa o podwyżkę, wystąpienie, negocjacje albo sparing. Bilet do Strefy pomaga Ci przygotować się do konkretnego momentu, w którym potrzebujesz skupienia i opanowania. Cztery krótkie nagrania i karta, na której zapiszesz cel, przeszkodę, sygnał gotowości i plan powrotu, gdy zgubisz wątek. Technika wywodząca się ze sportu, stosowana m.in. przez Michaela Jordana oraz Kobe'ego Bryanta.

Wartość: 77 zł

Bonus 2

Reset Napięcia

Wracasz wieczorem i wszystko Cię drażni: barki napięte, szczęka zaciśnięta, a „uspokój się” nic nie daje. W MMA między rundami masz minutę w narożniku, żeby złapać oddech i wrócić. Tu dostajesz swoją: krótkie nagranie i kartę 3N. Zauważ. Nazwij. Zadbaj. Bez analizowania i bez zmuszania się do spokoju.

Wartość: 57 zł

Tych rzeczy nie sprzedaję osobno. Dostajesz je tylko razem z RESET21.

No dobra, ile to kosztuje

Gdybyś chciał kupić to wszystko osobno, wyszłoby tak:

  • RESET21: 21 nagrań, karta 21 dni, kontrakt, minimum na zły dzień i Karta SOS: 297 zł
  • Bonus 1, Bilet do Strefy: 4 nagrania i karta Strefy: 77 zł
  • Bonus 2, Reset Napięcia: nagranie i karta 3N: 57 zł
  • Razem: 431 zł

Dla porównania: godzina rozmowy z coachem 1:1 kosztuje w okolicach 300 zł, a weekendowy warsztat to 500-2000 zł, po którym w poniedziałek wracasz do tego samego życia.

Ale nie chcę, żeby pieniądze były tu jakąkolwiek przeszkodą. Dlatego dziś za RESET21 razem z obydwoma bonusami płacisz:

47 zł

jednorazowo

To 2,24 zł dziennie przez 21 dni, czyli mniej niż miesiąc karnetu.

Dlaczego tak tanio? Bo to start, a nie roczny program. I nie chcę, żeby w programie trzymały Cię wydane pieniądze. Ma Cię trzymać karta i jeden ruch dziennie.

A jeśli uznasz, że to nie dla Ciebie, masz 60 dni, żeby odzyskać każdą złotówkę, bez tłumaczenia się. Pierwszy ruch możesz zrobić jeszcze dziś:

Dostęp od razu po płatności • 60 dni gwarancji zwrotu bez tłumaczenia się

Jeśli nie wyjdzie, oddam Ci pieniądze

Wiem, jak to jest kupić kolejną rzecz i jej nie zrobić. Ten wstyd potrafi zatrzymać człowieka przed następną próbą, a nie chcę, żeby zatrzymał Ciebie.

Dlatego masz Gwarancję bez tłumaczenia się. Działa tak:

  • Masz 60 dni, czyli prawie trzy razy dłużej, niż trwa program. Zdążysz przejść całe 21 dni i spokojnie zobaczyć, co Ci to dało.
  • Nie musisz kończyć programu. Możesz zrezygnować drugiego dnia albo po dwudziestym pierwszym.
  • Nie musisz niczego mi udowadniać. Nie pytam o powód, nie wysyłam formularza i nie namawiam Cię, żebyś został.
  • Piszesz jedno zdanie na kontakt@mentalnagarda.pl, a w ciągu 72 godzin oddaję Ci całe 47 zł.

Wolę oddać Ci pieniądze, niż żebyś przez strach przed kolejną wtopą znowu został w miejscu. Ryzyko biorę na siebie. Dodatkowo, jeśli nic ze sobą nie zrobisz, to po prostu nie chcę Twoich pieniędzy. Nie czułbym się z tym ok. Jeśli wolisz tam zostać, wydaj je lepiej na coś w kanapowym centrum dowodzenia: jedzenie albo jakieś skiny do gier.

Zrób chociaż pierwsze trzy dni i spójrz na kartę. Jeśli nic Ci nie dadzą, odzyskasz pieniądze. Jeśli dadzą, zobaczysz na karcie, że tym razem jest inaczej. Potem decyzja będzie należeć do Ciebie.

60 DNI • BEZ TŁUMACZENIA SIĘ • ZWROT W 72 GODZINY

Pewnie jeszcze zapytasz

„A co, jak opuszczę dzień?”

Nic się nie wali. Opuszczony dzień nie kasuje serii, po prostu wracasz następnego dnia. Dopiero dwa dni z rzędu na zero zerują serię, a nawet na to masz plan powrotu.

„Ile czasu dziennie mi to zajmie?”

Nagranie trwa 5-12 minut, a ruch po nim kilka minut. W gorszy dzień wystarczy minimum. Możesz to zrobić rano przed pracą, w przerwie albo wieczorem, kiedy będziesz mieć chwilę dla siebie.

„Muszę zaczynać od poniedziałku?”

Proszę Cię, nie. Zacznij dziś. Czekanie na poniedziałek to pierwszy krok pętli, z której chcę Cię wyciągnąć.

„Czym to się różni od kolejnego kursu, którego nie skończę?”

Kurs daje Ci wiedzę, a wiedzy masz już dość. W RESET21 nie ma modułów do przerobienia. Jest jedno krótkie nagranie i jeden ruch dziennie, a karta pokazuje, czy go zrobiłeś. Jeśli mimo to nie wyjdzie, masz 60 dni na zwrot pieniędzy.

„Czy będziemy grzebać w przeszłości?”

Nie. To konkretna robota: wybierasz sprawę, robisz ruch i zaznaczasz kartę. Nie wracamy do dzieciństwa ani nie analizujemy całego Twojego życia. Patrzymy na to, co robisz dziś i jutro.

„Mam za sobą naprawdę ciężki czas. Dam radę?”

Właśnie z myślą o takich dniach jest minimum na kilka minut i Karta SOS. Nie musisz czekać, aż wróci siła, żeby zrobić mały ruch. Ale jeśli ciężka sytuacja odbiera Ci sen, apetyt albo sens, zacznij od rozmowy ze specjalistą.

„Jak i na jak długo dostaję dostęp?”

Od razu po płatności, na maila, dostęp na zawsze. Wszystko działa na telefonie, bez instalowania aplikacji.

„Jak wygląda zwrot?”

Piszesz jedno zdanie na kontakt@mentalnagarda.pl w ciągu 60 dni od zakupu. Pieniądze wracają w ciągu 72 godzin, bez formularza i bez pytań.

Ostatnia rzecz, zanim zamkniesz tę stronę

Masz teraz przed sobą dwie drogi i obie znasz lepiej, niż myślisz.

Pierwsza wygląda tak: zamykasz tę stronę i mówisz sobie, że wrócisz do tego w poniedziałek. W poniedziałek przyjdzie nowy plan i nowy zryw, a piątego dnia ta sama ściana.

Druga wygląda inaczej: dziś robisz pierwszy ruch, bez ochoty i bez czekania na gotowość. Krótkie nagranie i 60 sekund w sprawie, którą odkładasz od lat. A jeśli masz dzieci, zobaczą ojca, który robi swoje także wtedy, kiedy mu się nie chce.

Wiem, że jest Ci ciężko, i nie oceniam Cię za to. Ale odłożenie tej decyzji to dokładnie ten sam mechanizm, o którym piszę od początku. Tym razem możesz go nie powtórzyć i w końcu zrobić inaczej.

Dostęp od razu po płatności • 60 dni gwarancji zwrotu bez tłumaczenia się

Mateusz

Trzymam za Ciebie kciuki,
Mateusz

PS Nie czekaj, aż Ci się zachce, bo to nie przyjdzie. Pierwszy dzień to krótkie nagranie i 60 sekund ruchu, a jeśli uznasz, że RESET21 nie jest dla Ciebie, masz 60 dni, żeby odzyskać pieniądze bez tłumaczenia się.

Copyright © 2026 | MENTALNA GARDA